Nazwą Dopiero kiedy coś zostało nam

1.30.2010

W katastrofie hali MTK w styczniu 2006 r. zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych.

Katowicka prokuratura okręgowa zamknęła śledztwo w tej sprawie w połowie lipca ubiegłego roku. Oskarżyła 12 osób. To m.in. byli szefowie spółki MTK, projektanci hali i szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą obiektu. Jeden z oskarżonych jeszcze w śledztwie przyznał się do winy i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Jego sprawa została wyłączona z głównego procesu.

Z ustaleń postępowania wynika, że na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem. W dniu katastrofy na dachu hali, która już wcześniej ulegała awariom, zalegała gruba warstwa śniegu.

Według prokuratury, kiedy na krótko przed tragedią dach hali po raz kolejny ugiął się pod naporem śniegu, członkowie zarządu MTK - Bruce R. oraz Ryszard Z. i dyrektor techniczny spółki Adam H. nie zrobili niczego by zażegnać zagrożenie. Szefów MTK mają obciążać e-maile, które sobie wysyłali. Zdaniem śledczych, wynika z nich, że wiedzieli o zagrożeniu. Prokuratura zarzuciła im umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy oraz nieumyślne doprowadzenie do niej.

Bruce R., który jest przesłuchiwany z udziałem trzech tłumaczy, na początku wyjaśnień zarzucił prokuraturze, że zgromadziła dowody, a później sformułowała akt oskarżenia w taki sposób, aby "zobrazować winę i dać sądowi możliwość skazania".

- To, czego tutaj brakuje, to znacząca ilość dowodów, które są decydujące i znaczące dla mojej obrony - oświadczył Bruce R. Jak dodał, prokuratura nie zgodziła się na przeprowadzenie części dowodów, tłumacząc, że to doprowadzi do przewlekłości postępowania.

Oskarżony uważa, że w aktach sprawy brakuje m.in. informacji na temat zorganizowania działalności biznesowej w MTK, z relacjami pomiędzy osobami odpowiedzialnymi za kierowanie tą spółką i podziałem obowiązków. Właśnie te kwestie mają być przedmiotem wyczerpujących wyjaśnień Bruce'a R. W środę kilka godzin poświęcił omówieniu samej struktury i przekształceń w spółce MTK.

Bruce R. mówił, że zanim został szefem Targów, w spółce panowały autokratyczne metody zarządzania. Pracownicy milczeli i byli niekatywni "odfajkowywali" obowiązki, robili tylko to, co im się dokładnie kazało. Nowe kierownictwo - kontynuował - zmieniło te zasady, wprowadzając "profesjonalną własność funkcji".

Miało to polegać na podejmowaniu pełnej odpowiedzialności za obowiązki związane z danym stanowiskiem w firmie. Pracownicy byli szkoleni, aby działać w taki sposób, jakby byli właścicielami części interesu, za to byli wynagradzani w zależności od osiągnięcia celów; o ważnych sprawach mieli informować zarząd - tłumaczył Bruce R.

Jak mówił oskarżony, wszystko to miało na celu pokonać wśród pracowników obawy przed wzięciem odpowiedzialności za swoje działania. - Wprowadziliśmy koncepcję, że osoba, która nie popełnia błędów nic nie robi - podkreślił.

Bruce R. będzie kontynuował wyjaśnienia na następnej rozprawie. Według wcześniejszych zapowiedzi jego obrońcy mec. Grzegorza Słyszyka, przesłuchanie tego oskarżonego potrwa kilka rozpraw, m.in. z uwagi na konieczność tłumaczenia z języka angielskiego.

Nowozelandczyk jest piątym oskarżonym, który składa wyjaśnienia. W środę, jeszcze przed nim, sąd przesłuchiwał rzeczoznawcę budowlanego Grzegorza S. Także on nie przyznaje się do winy. W przeciwieństwie do byłego szefa MTK odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Sąd odczytał protokoły z jego przesłuchań ze śledztwa.

Grzegorz S. w 2002 r. wydawał ekspertyzę w sprawie hali MTK. Na jej podstawie dokonano naprawy hali po drugiej awarii, kiedy jej dach po raz kolejny się ugiął i zerwały się śruby podtrzymujące dźwigary. Chociaż cztery lata później naprawiony na podstawie ekspertyzy tego biegłego dźwigar ocalał jako jedyny w katastrofie, to jednak prokuratura zarzuciła Grzegorzowi S., że nie zachował należytej ostrożności przy sporządzaniu ekspertyzy i w ten sposób nieumyślnie sprowadził powszechne niebezpieczeństwo katastrofy.

Zdaniem prokuratury, specjalista nie zweryfikował całości obliczeń statycznych pawilonu, nie sprawdził pozostałych dźwigarów, a jedynie ten uszkodzony i nie ustalił rzeczywistej przyczyny awarii dachu.

S. mówił w śledztwie, że wnioski i decyzje o naprawie były pozostawione projektantom, którzy najlepiej znali konstrukcję. Rzeczoznawca miał też wskazywać im na konieczność odśnieżania dachu. Na poprzedniej rozprawie obrona złożyła wniosek o umorzenie sprawy Grzegorza S., uznając, że nie dopuścił się tego przestępstwa. Sąd się na to nie zgodził.

Hala MTK zawaliła się 28 stycznia 2006 r., w pawilonie odbywały się wtedy międzynarodowe targi gołębi pocztowych. Spośród ponad 140 rannych 26 osób doznało ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Z opinii biegłych wynika, że główną przyczyną katastrofy były błędy w projekcie wykonawczym pawilonu. Odbiegał on znacząco od sporządzonego prawidłowo projektu budowlanego. Aby ograniczyć koszty, projektanci błędnie określili współczynnik kształtu dachu, błędnie też zaprojektowali przykrycie dachowe i słupy podtrzymujące konstrukcję - ustaliła prokuratura.

Tymczasem do 24 czerwca udało się wydać 3,9 miliarda złotych - jeśli liczyć także wkład własny. Bez wkładu własnego ta kwota jest jeszcze mniej okazała i wynosi 3,2 miliarda złotych. Oznacza to, że aby zrealizować zapowiedzi wiceministra rozwoju regionalnego sprzed kilku miesięcy, trzeba by do września wydać prawie 13 miliardów złotych. Jest to zadanie niemal niewykonalne.

Problem jest zwłaszcza z regionalnymi programami operacyjnymi, które zarządzane są na poziomie województw. Na przykład województwo zachodniopomorskie miało w planie wydać w pierwszym półroczu 164 miliony złotych. Na razie wydało 7 milionów. Podobnie przedstawia się sytuacja w województwie łódzkim, gdzie ze 190 milionów udało się wypłacić tylko 15 milionów. W sumie wszystkie regiony do 22 czerwca wydały 868 milionów złotych, czyli 80 procent założonego planu i 20 procent wydatków przewidzianych na cały rok.

Więcej o kłopotach z wydawaniem unijnych pieniędzy pisze "Gazeta Wyborcza".

Jeżeli Button przekroczy linię mety jako pierwszy będzie to jego szóste zwycięstwo w siedmiu startach. Dotychczas najlepszym podobnym osiągnięciem może pochwalić się siedmiokrotny mistrz świata, który w 2002 roku wygrał pięć z pierwszych sześciu startów - wyliczył brytyjski dziennik Mirror.

Co więcej, Button jest na dobrej drodze na pobicie rekordu Schumachera w liczbie zwycięstw w sezonie. W swoim najlepszym roku "Schumi" wygrał 11 z 17 startów, a w pozostałych stawał na podium. Patrząc na obecną formę Brytyjczyka i jego zespołu pobicie dokonań Schumachera jest całkiem możliwe.

Liga Mistrzów w

W Champions League zapadły ostateczne rozstrzygnięcia. Chcesz jeszcze raz przeżyć emocje, jakich dostarczył zakończony sezon? Wejdź do , gdzie za jedyne 10 PLN zobaczysz wszystkie mecze.

- Wiceprezydent Joe Biden kategorycznie powiedział: nie możemy dyktować innym krajom sposobu postępowania w kwestii bezpieczeństwa - zapewnił Obama, od poniedziałku przebywający z wizytą w Moskwie.

- Nie możemy dyktować innemu suwerennemu narodowi, co może zrobić, kiedy decydować - jeśli uzna, że jego egzystencja jest zagrożona - wyjaśnił w poniedziałek Biden w wywiadzie.

- Jest to również prawdą dla polityki Stanów Zjednoczonych wobec prób rozwiązania problemu możliwości jądrowych Iranu - powiedział Obama, dodając, że on sam "preferuje kanały dyplomatyczne".

- Zawsze mówiłem, że Stany Zjednoczone zachowują prawo, a jako naczelny dowódca rezerwuję sobie prawo podejmowania decyzji niezbędnych dla ochrony USA - powiedział w Moskwie Obama.

Tajne służby izraelskie w połowie czerwca oceniły, że Iran może wejść w posiadanie bomby jądrowej w 2014 roku. Premier Izraela Benjamin Netanjahu nie wykluczył możliwości starcia zbrojnego z Iranem, zaznaczając, że nie dopuści, by Teheran dysponował bronią atomową.

- Jeśli rząd Netanjahu podejmie plan działania inny niż kontynuowany obecnie, jest to jego suwerenne prawo. Wybór nie należy do nas - zaznaczył Biden.

Biden powtórzył, że rząd Obamy pozostaje otwarty na dalsze negocjacje z Teheranem pomimo represji, z jakimi spotkały się w Iranie manifestacje po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich, wygranych przez dotychczasowego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada.

Zapytany w niedzielę o Iran, przewodniczący komitetu połączonych sztabów sił zbrojnych USA admirał Michael Mullen zapewnił, że atak na instalacje nuklearne Iranu mógłby okazać się "w najwyższym stopniu destabilizujący" i jego konsekwencje "byłyby nie do przewidzenia".

Na pytanie dziennikarza, co gorsze: atak na irańskie instalacje nuklearne czy fakt, że Teheran szykuje broń atomową, admirał odparł, iż według niego i jedno, i drugie "to coś bardzo, bardzo złego".

Prezydent USA dał do zrozumienia, że Stany Zjednoczone gotowe są zrezygnować z tarczy antyrakietowej, jeśli Iran wyrzeknie się planów budowy broni atomowej.

Izrael, jedyne nie ogłoszone jako takie mocarstwo atomowe w regionie, podtrzymuje, podobnie jak Zachód, że Iran stara się rozbudować swój arsenał jądrowy, choć Teheran temu zaprzecza.

W poniedziałek Polacy w angielskim Peterborough wygrali turniej półfinałowy i wywalczyli bezpośredni awans do finału, w którym są już także Rosjanie. W czwartkowym barażu o dwa dodatkowe miejsce w finale rywalizować będą Australijczycy, Anglicy, Szwedzi i Duńczycy. Jak przyznał, przewodniczący komitetu organizacyjnego DPŚ Ireneusz Igielski, brak polskiej reprezentacji z pewnością wpłynie na frekwencję w turnieju barażowym.

"Spora część kibiców czekała aż do rozstrzygnięcia poniedziałkowego półfinału. Gdy okazało się, że Polacy pojadą bezpośrednio w finale, zmalało zainteresowanie turniejem barażowym. Wzrosła natomiast sprzedaż wejściówek na finał. Tak to już jest, że na jednym się traci, by na innym zyskać" - stwierdził Igielski.

Organizatorzy liczą jednak, że publiczność nie zawiedzie i postanowili zachęcić kibiców do przyjścia na stadion. Wszystkie osoby, które kupią bilet na baraż DPŚ w środę w godzinach 12.00-15.00 za pośrednictwem witryn eurobilet.com i e-ticket.pl oraz tego samego dnia dokonają zapłaty, otrzymają 30 procent rabatu na wszystkie zamówione bilety. Normalne ceny wejściówek na turniej barażowy wahają się od 12 zł (miejsca stojące) i 25 zł (siedzące nienumerowane) do 110 zł (trybuna VIP).

Poprzedni, ustanowiony w ubiegłym roku rekord w koncertowym wykonaniu piosenki "Hey Joe", to aż 1581 gitarzystów grających kompozycję spopularyzowaną przez Jimiego Hendriksa.

Przedsięwzięcie będzie transmitowane na żywo w .

Po ubiegłorocznym rozstaniu z wokalistą Justinem Hawkinsem zespół był bliski rozpadu, ale ostatecznie gitarzysta Dan Hawkins i pozostali muzycy postanowili kontynuować działalność pod zmienioną nazwą.

- Dopiero, kiedy coś zostało nam odebrane, zrozumieliśmy, jak bardzo to kochamy. Teraz możemy rozpocząć wszystko od nowa. Kiedy nagraliśmy pierwsze demo, poczuliśmy, że jesteśmy bliscy zwycięstwa. W żadnym zespole nie czułem się tak dobrze, jak teraz - mówi Hawkins.

W nowej formacji oprócz Hawkinsa znaleźli się Toby MacFarlane i Ed Graham, zaś miejsce wokalisty zajął Richie Edwards. Nowe piosenki Stone Gods będzie można usłyszeć już w przyszłym roku podczas pierwszej trasy koncertowej zespołu.

Aktorka Anna Samusionek nie lubi swoich kolan, bo - jak twierdzi - mają brzydki kształt. Zazdrości innym kobietom bujnych włosów i przejmuje się tym, że nie zna wielu obcych języków oraz nie przeczytała wielu książek. Jednak z kompleksów dotyczących wyglądu wyleczyła się, gdy urodziła dziecko. Piosenkarka Halinka Mlynkova uważa, że scena leczy z kompleksów. Ją wyleczyła w 100 procentach z jednego kompleksu, który przez lata stanowił dla niej problem. Nie przyzna się jednak za nic w świecie, co to był za kompleks...

Dowiedz się więcej na stronie:

- Przypominam, że to PiS wynegocjował ten Traktat, nie jesteśmy partią antyeuropejską – ripostowała również obecna w studio Elżbieta Jakubiak. Posłanka PiS uważa, że prezydent zgodził się na rządowy projekt ratyfikacji, ponieważ uzyskał jasne zapewnienia o intencjach rządu ze strony premiera Tuska.

Jakubiak podkreśliła, że PiS "od samego początku chciał szerokiej publicznej debaty, w kwestii ochrony polskiego interesu narodowego w ramach UE".

- PiS zachowywało się jak małpa w kąpieli – najpierw zgodziliście się na ratyfikację Traktatu przez parlament, a potem zgłosiliście setki zastrzeżeń – drwiła Joanna Senyszyn. Zdaniem posłanki SLD, konflikt dotyczący ratyfikacji Traktatu ma swe źródło w "antyeuropejskich i antygejowskich fobiach prezydenta i premiera".

Pod wspólną nazwą odbędzie się kilka imprez, prezentujących różnorodne trendy muzyczne. Program artystyczny przygotował Cpt. Sparky, zapraszając siedemnastu wykonawców z sześciu krajów, w tym Polski, którzy zagrają w ciągu dwóch kwietniowych wieczorów w Labo, Organzie i Paprotce. Wstęp do wszystkich klubów umożliwi jeden bilet, w formie opaski na rękę, sprzedawany w klubach w dniach imprezy. Ponieważ wszystkie kluby mieszczą się w centrum Warszawy, w odległości "spacerowej", uczestnikom imprezy umożliwi to wielokrotne wizyty jednego wieczoru we wszystkich trzech miejscach – każdy będzie mógł opracować swoją muzyczną trasę w zależności od upodobań.

"Clubs United" to projekt cykliczny. Będzie współtworzony m.in. na podstawie opinii uczestników. Kolejną edycję zaplanowano na przełom czerwca i lipca.Grafik imprezy:LABO:

08.04 DJ Marc Hype feat. Jim Dunloop (funky piano)(phaderheadz/funkvergnügen/berlin germany) jeden z czołowych DJ-ów – mistrzów turntabilismu i producentów oldschoolowego hip-hopu i funk, pochodzi z Niemiec +  DJ Krime i DJ Misty

09.04 Bagatelle (Jam Block rec.) - housowi producenci z Paryża + DJ DudekkORGANZA:

08.04DJ Freestyle - gwiazda australijskiego housu, DJ Oskarsix i DJ Natasza

09.04 DJ Sugar Caine – niemiecki DJ i producent housowy, DJ Caprese, DJ SchymekPAPROTKA

08.04 Snowboy – jazz dance, latino, afrocuban, funk DJ z Londynu + DJ Maceo, Cpt. Sparky and Dr. Pom (voc)

09.04 Karminsky Experience z Londynu – easy listening + Goście z Galaktyki Arkana: Cpt. Sparky i Papa Zura

"Martwiła nas zapaść w transplantologii. Widzieliśmy twarze tych ludzi, którzy czekają na przeszczep i strasznie nas bolało, że nie ma dawców, nie ma organów. A przecież każdego z nas to dotyczy, bo każdego z nas może spotkać" - powiedział podczas wtorkowej promocji książki w Zabrzu (Śląskie) Dariusz Kortko.

Autorzy przedstawiają zagadnienie z różnych perspektyw -biorców, którym przeszczepy uratowały życie lub zdrowie, dawców i ich rodzin, lekarzy, a także socjologa oraz księdza - etyka. Omawiają zarówno przeszczepy ratujące życie - szpiku, serca czy płuc, jak i wydobywające z niepełnosprawności, jak przeszczepy dłoni czy rogówek oka.

Polemizują też z fałszywymi wyobrażeniami i lękami związanymi z przekazaniem narządu do przeszczepu, przywołują fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego i Biblii. przypomina początki transplantologii oraz jej pionierów, omawia też próby pozyskiwania narządów do przeszczepów od zwierząt.

"Największy walor tej książki to ludzie, którzy pokazują, że w tej dziedzinie można się jakoś spełnić. Spełniają się lekarze, którzy ratują życie, spełniają się ludzie, którzy oddają swoje narządy bliskim lub obcym osobom. Dzieje się naprawdę dużo dobrego" - powiedziała Judyta Watoła.

Dariusz Kortko jest redaktorem naczelnym katowickiego wydania "Gazety Wyborczej", współautorem książki rozmów z lekarzami "Dobry zawód". Judyta Watoła jest dziennikarką katowickiej "Gazety Wyborczej", zajmuje się publicystyką medyczną.

Wydawnictwo będzie dwupłytowe. Na pierwszy krążek trafią nagrania bardzo ostre, a na drugi łagodne.

Na tym jednak nie koniec niespodzianek, w związku z dziesięcioleciem grupy "Tymoteusz" planuje ogromną trasę koncertową, na którą złoży się aż 60 koncertów, z czego połowa będzie akustyczna.

Serwis cgm.pl podaje także, że na początku przyszłego roku ukaże się również kolejna płyta Arki Noego.

Mapa strony wg litery: 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9 0 A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z